piątek, 24 lipca 2015

#33 oh, wait...

Siedzieliśmy naprawdę długo i ciężko nam było wstać ale czekało nas klasowe zwiedzanie. Niestety, wycieczka szkolna zobowiązuje. Z ogromną niechęcią podniosłam się z łóżka dwadzieścia minut przed zbiórką. Podeszłam do łóżka Kate i zaczęłam nią trząść.
-Cooo?-jęknęła i zaczęła się przeciągać..
-Zaraz idziemy, wstawaj.-odpowiedziałam jej i ziewnęłam. Blondynka przetarła twarz i podniosła się na łokciach.-Idę do łazienki.-poinformowałam ją i zniknęłam za drzwiami. Chciałam wyszykować się jak najszybciej, żeby jeszcze i Kate zdążyła. Po mniej niż dziesięciu minutach wyszłam i wpuściłam ją, już ubraną. Szybko wyciągnęłam ciuchy z szafki i je ubrałam. Chwilę szukałam butów, ponieważ po wczorajszym wszystko było porozwalane ale wreszcie je znalazłam; jeden pod łóżkiem, drugi leżał w kącie. Kilka minut przed zbiórką byłam gotowa, poczekałam na przyjaciółkę i obie zbiegłyśmy na dół aby się nie spóźnić. Wszyscy już czekali. No, prawie...
-Gdzie Luke?-zapytałam Cala, który uściskał mnie na powitanie.
-Jak wychodziliśmy brał prysznic.-powiedział śmiejąc się. Cóż, nie bardzo się zdziwiłam, to w końcu Luke.
-Gdzie jest pan Hemmings?-ponowił moje pytanie nasz opiekun.
-Jestem!-krzyknął pojawiając się na schodach z kurtką i czapką w ręce.-Już jestem.
-Więc wszyscy, idziemy.
Gdy opuściliśmy budynek od razu uderzyła nas fala zimna. Było chyba dziesięć stopni na minusie, mi oczywiście to nie przeszkadzało ale reszta dziewczyn zaczęła stękać i marudzić. Nie wiem czego się spodziewały jadąc w góry, czterdziestostopniowego upału?
Wsiedliśmy w busa i podjechaliśmy pod jakieś muzeum. Nudziły mnie takie rzeczy od zawsze, szczerze wolałabym teraz być znów na stoku albo iść na łyżwy.
-Jak tam Lukey?-zapytałam blondyna, gdy reszta słuchała historii powstania jakiegoś obrazu. Hemmo też za tym nie przepadał, między innymi też dlatego wciąż jesteśmy przyjaciółmi.
-Jestem padnięty, mam ochotę spać i spać.-zaczesał włosy dłonią do tyłu.
-Nawet nie wyglądasz dobrze, więc domyślam się jak się czujesz.-powiedziałam, a on posłał mi wzrok mordercy.
-Te twoje poczucie humoru.-wywrócił oczami.
-A jak przed koncertem?
-Sam nie wiem, czym bliżej tym bardziej się stresujemy, będzie mega dużo ludzi. To dla nas szansa, żeby zwrócić na siebie uwagę. Z drugiej strony jesteśmy strasznie podjarani tym wszystkim i nie możemy się doczekać.
-Nie żałujesz?-zapytałam nie patrząc na niego.
-Czego?
-Tego, że nie zostałeś w Melbourne i wróciłeś?-spojrzałam na niego i czekałam, zastanowił się chwilę.
-Nie ale jest coś czego żałuję.-powiedział wreszcie.
-Czyli?
Chwycił moją dłonią i westchnął.-To nie musiało tak się potoczyć. Za bardzo wtedy myślałem o sobie, zraniłem Cię i nie wybaczeę sobie.
-Luke...to wcale nie tak. Chciałeś spełniać marzenia i ja to rozumiem. Nie masz za co się winić więc przestań.-przytuliłam go.-Było minęło, skupmy się na tym co jest i będzie.
-Taaak, masz rację ale sama wiesz jak jest, nie daje mi to spokoju.
-To już nie ważne. Jesteś tu ze mną, masz chłopaków, zespół i ważny koncert niedługo.
-Ale...-zaczął, jednak mu przerwałam.
-Już żadnych 'ale'. Marudzisz, nie wyspałeś się.
Westchnął i pokręcił głową.-Jakim cudem nie czujesz się jak ja?
-Może dlatego, że ja i Kate poszłyśmy spać, a Wy jeszcze siedzieliście i pisaliście pijacką piosenkę?
-Pijacką piosenkę?! Co ja słyszę!-Ash wsunął się między nas.-To będzie nasz hit!
-Serio, wyszła całkiem nieźle.-przyznał mu Mikey.-Zresztą sama zobaczysz później.
-Nie.-zaprzeczył Calum.-Usłyszy dopiero na koncercie, tak samo jak Kate i reszta.
Ashton widocznie nie był tym zachwycony, chciał pokazać ją Kate.
-Ale jesteście...-powiedziałam.
-Jesteśmy.-wyszczerzył się Calum.-I za to nas kochasz.
Obcięłam go wzrokiem i wstałam z siedzeń, żeby ruszyć za klasą.

~*~


Calum

-Serio chcemy ją grać na koncercie?-zapytał Michael, gdy Ella oddaliła się na bezpieczną odległość.
-Tak, poćwiczymy i będzie dobrze, zobaczycie. Jest zbyt dobra, żeby jej nie zagrać. Wpadnie w ucho, jak te głupie piosenki z reklamy.
-Nie chce, żeby kojarzyli nas z piosenkami z reklamy.-powiedział Ashton żartem, a Hemmo się zaśmiał.
-Będzie dobrze, tylko czy starczy nam czasu, żeby doprowadzić ją do perfekcji?
-Po powrocie ostre próby.-oświadczył Clifford, a wszyscy się zgodzili. Zacząłem myśleć, że niepotrzebnie wybraliśmy się na ten wyjazd. Ma to swoje dobre ale także złe strony. Jeśli się spalimy na tak ważnym koncercie, będzie to tylko i wyłącznie nasza wina.
-Swoją drogą...-zaczął Luke.-Dziwię się, że wyszła nam tak dobra. Przecież to serio pijacka piosenka.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.-Co prawda to prawda.
-Wiesz, najlepsze piosenki powstają właśnie pod wpływem różnych używek.-powiedział Mchael wciąż się śmiejąc.
-Tylko nie przyznawajmy się nikomu.-dodał Ashton.
-Chyba tak będzie lepiej.-wyszczerzył się Hemmings, po czym dołączyliśmy do grupki.

Po jakiejś godzinie opuściliśmy wreszcie muzeum, teraz mieliśmy udać się na obiad.
-Czy tylko mnie tak to znudziło?-zapytała Kate i każdy jej przytaknął. Nie było tam nic szczególnie interesującego. Odszukałem wzrokiem Elle i podbiegłem do niej, łapiąc od tyłu.-Też znudzona?-szepnąłem do ucha.
-To nie było warte wstawania z łóżka, zdecydowanie.-odpowiedziała i pocałowała mnie w usta.-Wolałabym spędzić ten czas z Tobą.
-W łóżku?-uniosłem brwi, a ona zachichotała.
-Chociażby.-uśmiechnęła się i złapała za rękę. Jako, że restauracja nie była daleko, udaliśmy się tam pieszo. Kilkanaście minut później już ją widzieliśmy. Pogoda była wspaniała mimo mrozu, śnieg pruszył delikatnie i osadzał się na wszystkim wokół.
Stanęliśmy pod lokalem i czekaliśmy wraz z kilkoma osobami na resztę.
-No gdzie oni?-zapytała dziewczyna po jakimś czasie, zaczynała marznąć. Objąłem ją, żeby zrobiło się trochę cieplej i w tym samym momencie przybiegł Michael.
-Co się stało?-był zdyszany i wyraźnie przestraszony.
-Luke...-powiedział ledwo.-Chodźcie.-machnął ręką. Spojrzeliśmy po sobie i pobiegliśmy za Cliffordem. Zauważyliśmy zbiegowisko ludzi, nie wiedzieliśmy o co chodzi. Serce podskoczyło mi do gardła, przepchałem się przez tłum i wtedy to zauważyłem. Chłopak leżał ze trzy metry od samochodu z rozbitym światłem. Śnieg pod jego głową był czerwony, a on sam nieprzytomny. Ella patrzyła z przerażeniem w oczach, zaczęły kapać z nich łzy. Klękła obok niego i zaczęła wołać przez łzy, ale on się nie odzywał.
-Boże...-tylko tyle z siebie wydusiła.
Po chwili usłyszeliśmy sygnał karetki, a następnie patrzyliśmy, jak zabierają nią naszego przyjaciela.

piątek, 19 czerwca 2015

#32 knock, knock

Obudziłam się dopiero przed obiadem, jako iż mieliśmy dziś dzień wolny, pozwoliłam sobie na to, żeby wypocząć po wydarzeniach z poprzedniego dnia. Przetarłam oczy, podniosłam się na łokciach i rozejrzałam po pokoju. Łózko Kate było puste, a walizki były schowane pod nim; pewnie zdążyła już nie wypakować. Spojrzałam na moje rzeczy i jęknęłam, a następnie opadłam znów na poduszkę. Nie chciało mi się tak bardzo, miałam ochotę zostać cały dzień w łóżku ale jednak szkoda mi było tracić na to czas tym bardziej, że promienie słoneczne wpadały do pokoju, co zwiastowało przyjemną pogodę. Westchnęłam i wyczołgałam się spod kołdry prosto do łazienki, lecz od razu musiałam się wrócić z powodu braku moich kosmetyków. Odpięłam zamek w walizce i wyciągnęłam wszystko, co powinno się znaleźć na łazienkowej półce. Oczywiście Kate nie zostawiła mi miejsca, więc musiałam odsunąć jej rzeczy. Gdy to załatwiłam, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i wysuszyłam włosy. Opuściłam pomieszczenie w samym ręczniku i zaczęłam wyrzucać swoje ciuchy na podłogę, aby wybrać coś na dzień dzisiejszy.
-Em, cześć?-usłyszałam śmiech z rogu pokoju i momentalnie się wzdrygnęłam.
-Luke, idioto!-krzyknęłam-Nie masz prawa od tak włazić do mojego pokoju!
-Pukałem ale nie słyszałaś.-usprawiedliwił się szybko.
-Brałam prysznic.-odpowiedziałam chwytając jeansy.-Mogę się ubrać?-skrzyżowałam dłonie na piersiach.
-Tak ale raczej nie w to.-zmierzył mnie wzrokiem
-Bo?-uniosłam brew.-
-Bo idziemy na stok?-odpowiedział i roześmiał się.-No tak, księżniczka spała tak długo, że nikt nie zdążył jej poinformować.
-Wal się, Hemmings!-rzuciłam w niego spodniami i sięgłam do drugiej walizki po odpowiedni strój.-A tak przy okazji, to po co tu przyszedłeś, Panie Jestem Taki Zabawny?
-Po Ciebie, zaraz obiad.-wzruszył ramionami odrzucając jeansy w bok.-Nudzę się, Calum i Mikey ogarniają rzeczy, a Ashton wybył gdzieś z Kate.
-Czy Ty chcesz mi właśnie powiedzieć, że rozpakowałeś już swoje torby? Kpisz sobie!
-Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś głupia?-odgryzł się.-Ah, no tak; ja sam, z milion razy.
Wystawiłam mu język i kręcąc głową schowałam się znów w łazience, aby włożyć ciuchy. Gdy skończyłam, Luke dalej siedział w tej samej pozycji.-Ej, wszystko w porządku?-usiadłam obok.
-Mhm..-wymamrotał.
-Nie znam Cię od dziś, Hemmo.-spojrzałam na niego wymownie, a on odchrząknął i westchnął.
-Po prostu...dziwnie się czuję, wiesz?
-W związku z czym?-zapytałam.
-Ze wszystkim co się dzieje...nie wiem, gadam od rzeczy.
Zastanawiając się nad tym przez chwilę, uznałam, że wcale nie gadał od rzeczy; wszystko nagle się zmieniło tak bardzo, poświęcając sekundę na postój faktycznie, można było doszukać się dziwnego, niezidentyfikowanego ale pozytywnego uczucia.
-Ale jesteś szczęśliwy, prawda?-zapytałam z nadzieją.
-Zdecydowanie.-przytaknął uprzednio uśmiechając się i objął mnie.-Kocham Cię, wiesz?
-Wiem Lukey, ja Ciebie też.-odwzajemniłam gest.
-A teraz już chodźmy, bo nic nie zjemy, a jestem pewny, że umierasz z głodu.-wstał z łóżka i wciąż z uśmiechem otworzył drzwi.

                                                                    ~*~


-Nie chcę różowej deski!- kłóciłam się od pięciu minut z Calumem.-Żartujesz sobie?
-Czy Ty nie widzisz, że to ostatnia jaka została?-chłopak wyraźnie tracił już cierpliwość, zwłaszcza, że wszyscy byli już gotowi i na nas czekali.
-W takim razie weź różową, a ja wezmę Twoją.
Hood wywrócił oczami i usiadł z bezsilności.-A widzisz!
-Dziewczynie bardziej pasuje różowy.-powiedział kolejny raz. Na jego szczęście do wypożyczalni weszła grupka dziewczyn z  naszej szkoły, które zwróciły sprzęt.-Dzięki Ci Boże!-uniósł ręce w górę, a ja kręcąc głową wymieniłam deskę.
-Dłużej się nie dało?-zapytał Luke, na co posłałam mu palące spojrzenie.
-Przeginasz dzisiaj!-powiedziałam waląc go w ramię.
-W sumie to ma trochę racji.-szepnął mi Calum do ucha.-Ale Ci wybaczam.
-Oh, jakiś Ty łaskawy!
-Poznaj moją dobroć.-zaśmiał się głośno, po czym podarował mi całusa w usta.

Gdy już byliśmy na stoku cały czas trzymał mnie za obie ręce pilnując, żebym czasem nie upadła. Co chwilę dawał mi cenne porady. Nigdy wcześniej nie jeździłam, a Calum jak już wspominał, radził sobie całkiem nieźle.Z tego co zauważyłam, to tylko ja nie miałam jeszcze nigdy kontaktu z deską snowboardową ale nie przyprawiało mnie to o kompleksy.
-Teraz Cię puszczę, dobra?-upewnił się, że nie będę miała nic przeciwko.-Spróbujesz sama, zanim pójdziemy wyżej.-powiedział, a gdy kiwnęłam głową puścił mój nadgarstek.-Pamiętaj, żeby ugiąć trochę kolana!-zawołał, gdy zaczęłam odjeżdżać.
Nie szło mi bardzo źle ale oczywiście pierwszy raz nie mógł obyć się bez upadku.
-Cholera.-powiedziałam sama do siebie rozmasowując pośladek. Calum dojechał po chwili cały roześmiany.-A gdybym umarła?!-oburzyłam się.
-Nie żartuj sobie.-kucnął przy mnie i pomógł wstać.-Co Cię boli?
-Tyłek.-zastanowiłam się chwilę.-I trochę ręka.-dodałam.
-Idziemy do punktu pomocy.-zaczął odpinać deskę.
-Zwariowałeś? To nic poważnego.
Spojrzał na mnie z niepewną miną.-Jesteś pewna?
-Tak.-wywróciłam oczami.-Nic mi nie będzie.-pocałowałam go delikatnie w usta.
Dobrze czułam się z tym, że Calum tak się o mnie martwił. Chyba każdy chce mieć w życiu kogoś, kto będzie o niego dbał.
-Ale mam jedną prośbę, możemy już wracać?
Dochodziła godzina siedemnasta, a ja z powodu upadków byłam przemoczona i zmarznięta. Hoodie nie protestował, widocznie też już miał dość na dziś. Szybko zjechaliśmy wyciągiem i oddaliśmy cały sprzęt. Rzuciłam jeszcze okiem na różową deskę i śmiejąc się ruszyłam w stronę hotelu. Miałam ochotę na gorącą herbatę, jednak w pomieszczeniu było zbyt głośno, więc zamówiliśmy dzbanek napoju, który został nam dostarczony po chwili do pokoju wraz z czekoladowym ciastem. Calum pomógł mi sprzątnąć kupkę ciuchów z środka podłogi i ogarnąć resztę rzeczy. Co chwila pokazywał mi jakąś część garderoby i wybuchał śmiechem, czasem dodając, że chciałby mnie w tym zobaczyć. Czas na porządki upłynął mi bardzo przyjemnie, czego jeszcze rano nie mogłam się spodziewać. Wreszcie mieliśmy okazję, aby pobyć sami we dwoje. Zrzuciliśmy wszystkie poduszki na dywan i położyliśmy się na nich. Calum wyciągnął słuchawki, jedną włożył w moje ucho, a drugie w swoje, i spędziliśmy tak może z dwie godziny, wtulając się w siebie, ciesząc swoją obecnością i słuchając muzyki, którą oboje lubiliśmy.
-Wiesz co, Ella?-zagadnął brunet zatrzymując piosenkę.-Nie wyobrażam sobie, że mógłbym tu być bez Ciebie.
-Ja tak samo.-powiedziałam unosząc się.-Pewnie byś podrywał jakieś dziewczyny.
Chłopak roześmiał się na moje słowa.-Żadna nie równa się z Tobą.-odgarnął osmyk włosów z mojej twarzy.
-Tylko tak mówisz.-wyszczerzyłam zęby.
Hood pokręcił głową i przyciągnął mnie do siebie, aby złączyć nasze usta w długim, namiętnym pocałunku.-Kocham Cię tak bardzo.-powiedział i powrócił do przerwanej czynności. Delikatnie wsunął swoje dłonie pod moją koszulkę i błądził dłońmi po moich plecach.Jego dotyk był tak kojący, uspokajający i sprawiał mi ogromną przyjemność.
Byłam pewna, że Calum jest tym jedynym, moją drugą połówką. Pasowaliśmy do siebie i oboje to wiedzieliśmy. Nic nie zdoła nas nigdy rozdzielić.
Nagle chłopak zmienił swoją pozycję i nachylił się aby obdarować moją szyję pocałunkami. Było ich tysiąc, może więcej; nie wiem, przestałam liczyć bo podniecenie wzięło górę. Zdjęłam z niego czarny t-shirt i przejechałam palcem po jego lekko umięśnionym torsie.
-I co teraz?-zapytałam oddychając szybko.
-Zaraz się przekonasz.-ponownie wsunął dłonie pod moją koszulkę szukając zapięcia od stanika.
-A co tu tak ciem...Oooooo!
Drzwi otworzyły się i cała gromada wparowała do środka.
-Właśnie to teraz.-szepnął Calum rozczarowany i opadł obok mnie.-Mogłem zamknąć drzwi.
-Mogłeś.-musnęłam jego usta.-Spokojnie, mamy jeszcze dużo czasu.-puściłam mu oczko wstając, i podeszłam do przyjaciół, którzy postawili na stole dwie butelki wina.
-Trochę Wam przeszkodziliśmy .-stwierdził Ashton.
-Co Ty nie powiesz.-powiedział Hood zakładając t-shirt.-Dobrze, że macie chociaż wino.
Podzielałam rozczarowanie Caluma, miałam ochotę na więcej, jednak szybko się z tym pogodziłam i resztę wieczoru spędziliśmy śmiejąc się i wygłupiając. Dobrze mieć takich przyjaciół, zdecydowanie.
Szablon by xashewx